O autorce

Witek na szczęście wyrósł na ludzi i do hultajstw powraca jedynie w swoich opowieściach. Pałeczkę, nieco skromniej i z dużo mniejszym rozmachem, przejęła jego córka. I jej zdarzały się pomysły, których nie powstydziłby się nasz bohater. Choć wolała głaskać niż dręczyć zwierzęta i nie wracała do domu z rozbitą głową, również miała swoje za uszami. O tym jednak dzisiaj mówić nie będziemy. Skupimy się bowiem na historii, która miała miejsce niemal 30 lat temu. A wszystko zaczęło się od niewinnej stotinki…

Rzecz miała miejsce w Pomorje, uroczej bułgarskiej miejscowości położonej na północ od Burgas. Promienie słońca zalewały plaże i deptaki. Turyści przechadzali się po ulicach spaleni na ciemny mahoń i wakacyjnie zrelaksowani. Wśród nich zauważyć można było Witka z młodą małżonką i trzyletnią córeczką. Wychodzili właśnie ze sklepu, chowając drobne monety, które ekspedientka wydała im jako resztę.

- Chcesz stotinkę? – zapytał Witek, wręczając Anetce niewielki bułgarski grosik. Dziewczynka wzięła lśniący pieniążek, obejrzała go ze wszystkich stron i uznała za całkiem niezgorszą zabawkę.

Po kilku minutach cała trójka ruszyła przed siebie, wychodząc na spotkanie znajomym, którzy towarzyszyli im w letnim wypoczynku. Anetka, zajęta swoją stotinką, nie marudziła i dorośli mogli zająć się sobą.

- Byliście już w tej restauracji przy plaży? Podają najlepsze kebabcici w Pomorju – zagadywali znajomi, a Witek i Mariola chętnie podjęli temat.

Rozmowa trwała już jakiś czas. Omawiano menu pobliskich knajpek, stroje kąpielowe Bułgarek, lokalne wina, warunki w pensjonacie. Tematom nie było końca. Nagle przyjemną pogawędkę przerwał jednak przeraźliwy wrzask i płacz dziewczynki.

- Moja stotinka! Moja stotinka! – wyła w niebogłosy Anetka, a łzy spływały jej strumieniami po policzkach. Dorośli rzucili się na ziemię w poszukiwaniu monety, żeby uspokoić lamentujące dziecko. Przetrząsnęli każdy metr kwadratowy pobliskiego chodnika, zajrzeli do wszystkich zakamarków i wgłębień. Poszukiwania na nic się jednak nie zdały, bo po stotince nie było ani śladu.

-  Ja już naprawdę nie wiem, gdzie ona ją posiała. Sprawdziłaś ubranie? – dopytywał Witek.

- Tak, sprawdziłam wszystkie kieszenie – odpowiedziała Mariola i spojrzała bezradnie na córeczkę. Ta, zalana łzami, wciąż pochlipywała, żałując swojej cennej zguby.

- No i gdzie masz tę stotinkę? – zapytała w końcu Mariola. Anetka uspokoiła się trochę, zrobiła poważną minę, a z jej ust wydobył się ledwo słyszalny piskliwy głosik:

- Tiu – pokazała niezdarnie na swój nos.

stotinka2

© Anna Karolina Kaczmarczyk

 

Sytuację uratowała na szczęście niewielka ingerencja pęsety, a uradowana dziewczynka odzyskała stotinkę i tym razem trzymała ją z dala od własnego nosa. Z ulgą odetchnęli również jej rodzice, bo odnalezienie pieniążka dało tymczasowy kres dziecięcym łkaniom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *