Dzieje młodego hultaja Witka obfitują w wiele szalonych i niecodziennych przygód, których nie powstydziłby się sam Tomek Sawyer. Przyznać muszę jednak, że większość zasłyszanych przeze mnie opowieści potrafi zmrozić krew nawet w najbardziej rozognionych żyłach. Czytelnicy o słabszych nerwach powinni przerwać lekturę i zaparzyć sobie kubek melisy. Tym wrażliwszym na losy zwierząt polecałabym iść ich śladem. Co robi bowiem roztropny siedmioletni Witek w ustrońskim gospodarstwie, kiedy się nudzi? Zamienia nudę w przygodę!

Tło niniejszej opowieści tworzy typowe polskie domostwo z lat 60. XX wieku. Świeżo skoszona trawa, nieduży ceglany dom, stodoła pełna siana i drewna oraz duże podwórze stworzone wręcz do codziennych harców. Kilka kur pieczołowicie rozdziobuje trawnik, gdacząc w niebogłosy. Nieopodal spacerują dumnie dwa koguty. Jeden patrzy na drugiego spode łba, pilnując jednocześnie porządku we własnej zagrodzie. Żaden z nich nie spodziewa się jeszcze, jak zakończyć może się ten dzień. Żaden z nich nie wie, co urodzić może się w głowie znudzonego siedmiolatka, siedzącego tuż obok na kamiennych schodach.

- Witek, weź coś wymyśl. Nudno tu jak sto piorunów – odezwał się nagle kuzyn naszego bohatera, ziewając ospale i prowokując swego towarzysza do wzmożonego główkowania. Ten spojrzał przed siebie w skupieniu, otarł twarz brudną dłonią, przesunął patykiem po wysuszonej od słońca ziemi i spytał:

- Widziałeś kiedyś walkę kogutów?

latrynkacb-m

© Anna Karolina Kaczmarczyk

 

I tak się to wszystko zaczęło. Chłopcy wstali ze schodów, otrzepując ubrania i ruszając pewnym krokiem w kierunku nieświadomych zagrożenia zwierząt.

- Łapiemy tego po prawej! – krzyknął Witek i obaj rzucili się w żwawą pogoń za przerażonym kogutem. Choć ptak uciekał dzielnie i miało się wrażenie, że ze strachu w końcu wzbije się w powietrze, młodzi hultaje dopadli go w końcu i rozpoczęli szybką debatę nad jego losem.

- I co teraz? Trzeba łapać drugiego! Gdzie mają walczyć? – pytał nerwowo kuzyn, starając się jednocześnie nie puścić spłoszonego koguta. Witek rozejrzał się po gospodarstwie, pomyślał chwilę i krzyknął:

- Wychodek!

Chłopcy puścili się pędem w stronę wychodka. Prędko zamknęli w nim złapanego koguta i pobiegli szukać swej drugiej ofiary, aby walka mogła w końcu dojść do skutku. I tym razem poszło im dość gładko. Kiedy podekscytowani przybiegli z powrotem do wiejskiej drewnianej toalety i entuzjastycznie otworzyli jej drzwi, oniemiali ze zdziwienia i spojrzeli na siebie z nietęgimi minami.

- Gdzie drugi kogut? – spytał drżącym głosem kuzyn. Witek nie musiał się nad tym zbyt długo zastanawiać. Przekroczył próg wychodka i spojrzał w głąb latryny. W środku w ekskrementach taplał się nieszczęsny kogut. Był w tym momencie równie wystraszony jak dwaj hultaje, zmuszeni stawić czoła rozjuszonej gospodyni.