Nad rzeczką, opodal krzaczka

Zapewne odetchnęliście z ulgą, dowiadując się, że w poprzedniej opowieści nie ucierpiało żadne zwierzę. Nie myślcie jednak, że tendencja ta utrzyma się do końca tej książki. Huncwot Witek, choć w kościele grzecznie siedział, ma swoje za uszami i czasami, z premedytacją lub przypadkiem, udaje mu się narobić niezłego rabanu. Tym razem nasz bohater wybrał się na ryby. Czy zgadniecie, co też udało mu się złowić?

Dzień był upalny, żar sączył się z nieba, a chłopcy maszerowali żwawym krokiem w stronę domu, gdzie czekał na nich zasłużony obiad. Udeptana ścieżka torowała im drogę. Choć prażące słońce utrudniało wędrówkę, mali hultaje nie tracili wigoru. Przewiesili wędki przez ramiona i szli dziarskim krokiem ze śmiechem i zajmującymi historiami na ustach.

- No i wtedy zaczęliśmy gonić tego drugiego koguta… - opowiadał Witek, a brzuch przygrywał mu melodyjnie powolnym burczeniem. Jego towarzysz słuchał uważnie, choć pełne skupienie zakłócała mu wizja smacznego kotleta z ziemniaczkami, czekającego na kuchennym stole.

- … a tam pusto! No to myślę sobie… – kontynuował nasz bohater, gdy nagle poczuł niespodziewany opór. Coś ciągnęło go za wędkę! Chłopiec odwrócił się prędko na poły wystraszony, na poły zdezorientowany i to, co zobaczył całkowicie zbiło go z tropu. Ślepia wlepiała w niego przerażona kaczka, która, jak się okazało, połknęła zawieszony na jego wędce haczyk. Na swoje usprawiedliwienie miała zapewne to, że na haczyku wciąż znajdował się robak. Jak wiemy, łakomstwo rządzi się własnymi prawami.

kaczka bajka dla dzieci

© Anna Karolina Kaczmarczyk

 

Jak   skończyła    nasza    dziwaczka?    Tego    wam    nie    powiem. Wspomnę jednak, że hultaje odzyskali swój cenny haczyk i udało im się w końcu dotrzeć na upragniony obiad.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *